Najbliższe premiery:
W kinie 4 komentarze

Sylwester w kinie?

Nie dalej jak miesiąc temu przeczytałem gdzieś na Twitterze zdanie, w którym jeden filmowy pasjonat deklarował, że mimo wszystko nie potrafi zrozumieć ludzi spędzających Sylwestra w kinie. Uśmiechnąłem się i pomyślałem o tym jak bardzo się myli. A w drugiej kolejności byłem wdzięczny za podsunięcie pomysłu, żeby w tym roku właśnie w taki sposób przywitać nowy rok. Skoro już trzeba.

Jest presja społeczna na to, że Sylwestra trzeba „spędzić”. Buntując się przeciwko tym narzucanym kulturowym schematom, pięciokrotnie już uciekałem do sali kinowej. Pierwszy raz w 1999 roku. Kiedy więc słyszę datę 31 grudnia to przez głowę w pierwszej kolejności przelatują mi te wszystkie tytuły filmów, które przedpremierowo na przełomie wieków i później mogłem zobaczyć. I o tym chcę Wam opowiedzieć, zachęcając jednocześnie do zainteresowania się tym alternatywnym sposobem świętowania, może już za 12 miesięcy?

Jak sytuacja wyglądała kiedyś? W okolicach 2000 roku to co serwowano na sylwestrowym maratonie w kinie nie było przemyślanym zestawem filmów. Dobór tytułów przypominał raczej łapankę – co od dystrybutora skapnie to weźmiemy, a ludzie niech się cieszą. No i się cieszyli. Bo możliwość zobaczenia na tydzień przed polską premierą Jamesa Bonda (Świat to za mało) to było coś. Nieważne, że w zestawie był jeszcze komediowy dramat Pociąg życia o udawanej deportacji Żydów – świetny temat na sylwestra, nie ma co.

IMG_0247

Publikacja niewielkiej reklamy sylwestrowego wydarzenia w lokalnej prasie była wyczekiwanym, największym grudniowym świętem. Rokrocznie, po tysiąc razy wczytywałem się w najczęściej nieznane mi tytuły, a potem w internetach uczyłem się na pamięć obsady i krótkich opisów filmów. Tak na wszelki wypadek, bo jednak byłem z tą moją pasją jakimś dziwolągiem i każdy kto słyszał o moim pomyśle na świętowanie chciał wiedzieć co tam takiego pokazują.

Czasem propozycje były kuriozalne (francuski Vidocq, który w 2002 roku rywalizował z Gwiezdnymi wojnami o miano pierwszego filmu nakręconego w technice cyfrowej), czasem pasujące bardziej do anteny Polsatu (Za linią wroga), czasem pocieszne (Koncert na 50 serc), a jeszcze innym razem nie do przejścia dla nastolatka w trakcie 7 godzin maratonu (najbardziej dał mi się we znaki kostiumowy Vatel Rolanda Joffe, do dziś pamiętam nierówną walkę ze snem).

3 – 4 filmy, kieliszek wina musującego i przerwa w okolicy północy na pokaz fajerwerków na krakowskim rynku. Tłum zapijaczonych współplemieńców i zabawa w unikanie latających butelek po szampanie.

Przenosimy się 15 lat w przyszłość. Niektóre rzeczy się nie zmieniły. Ilość filmów. To dalej 3 tytuły, jeden przed północą i dwa po. Dalej w tych samych wnętrzach. Kino Pod Baranami i ARS, ostatnie bastiony kin studyjnych w Krakowie, położone w zasadzie na płycie rynku. Tak samo jak przed 15 laty wszystkie sale na których odbywały się pokazy wyprzedane. Po dwie w każdym z kin. To nie kilku dziwolągów, których nie zaproszono na imprezę. Kilkaset osób co roku decyduje się, że od muzycznej cepelii na miejskich koncertach woli zobaczyć coś interesującego na ekranie.

IMG_0232

A zmiany? Pamiętam, że na przełomie wieków widownia inaczej się ubierała. Wtedy widziałem sporo wieczorowych sukienek, garniturów i cekinów, teraz raczej niespotykanych. Obecnie zadbano też o konkursy, konferansjerkę i coś ciepłego do jedzenia, a nie będącego kukurydzą. Strach myśleć co będzie za kolejną dekadę 🙂 .

Ważniejsza, oczywista różnica to ta wynikająca z drogi, jaką kino zdążyło przebyć w tym czasie, 15 lat to cała epoka. W dobie projektorów cyfrowych, ułatwionej dystrybucji, zrównania dat premier na świecie, sytuacja jest i trudniejsza i łatwiejsza. Trudniejsza, bo dziś to co pokazywano w 2000 roku by nie przeszło. Widz stał się bardziej wyedukowany i świadomy tego co ogląda, do tego ma dużo większy wybór. A łatwiejsza, bo filmy nie wchodzą do naszych kin po 1,5 roku od światowej premiery. Można zaproponować te najgorętsze dla oscarowego okresu tytuły, wyczekiwane, rozreklamowane dzięki nominacjom do nagród i głośnym nazwiskom. Seans faworyta jeszcze przed ceremonią Złotych Globów to mocna karta przetargowa, przyznajcie.

IMG_0227

Tegoroczne zestawy były naprawdę tłuste. Wiplash, Foxcatcher Bennetta Millera, Niezłomny od Angeliny Jolie, argentyńskie Dzikie historie. Kluczem mojego wyboru były daty premier – im dalsze tym lepiej. Trafiłem więc na seanse Teorii wszystkiego – historii genialnego astrofizyka Stephena Hawkinga, a właściwie zmagań jago i jego rodziny z postępującą chorobą. Do tego Duże oczy Tima Burtona, które macie już okazję w tym momencie zobaczyć w Polsce (i przekonać się, że to nie był najszczęśliwszy strzał 🙂 ). Na finał nowa propozycja od autora Dallas Buyers Club – Jean Marca Vallée. Droga życia, adaptacja bestsellerowej historii Cheryl Strayed (Reese Witherspoon), która na dystansie 1000 mil wędruję przez Kalifornię w poszukiwaniu równowagi po dramatycznych wydarzeniach. Jakich? O tym warto przekonać się w kinie – od 6 lutego. Albo wcześniej, w odpowiednim tekście na blogu.

To nic, że momentami głośniej słychać było artystów polskiej estrady zza ściany niż dialogi w filmach. To nic, że o 5 rano trzeba wyjść na mróz. To nic, że trzeba oglądać zasyfiony Rynek i tych biednych ludzi z Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania, którzy próbują go odgruzować po całonocnej libacji. Spróbujcie. Nie trzeba martwić się o kreację, na drugi dzień nie będzie bolała głowa, a najważniejsze – za jednym zamachem zobaczycie 3 filmy, które i tak będziecie chcieli obejrzeć na przestrzeni kolejnych tygodni. Nie widzę słabych punktów.

Marcin Cisowski

Kilka słów o autorze

Marcin Cisowski

Głównodowodzący movieMAG.pl. Z papierami na producenta filmowego i telewizyjnego. Póki co bez filmu na koncie, z tym drugim medium związany od (zdaniem niektórych zbyt wielu) lat. Po więcej porywających informacji zapraszam do zakładki "O blogu" :).
  • Jacek

    Poza ARS i Kinem pod baranami warto też wspomnieć choćby o kinie Kika, w którym w tym roku sylwester wypełniało „mnóstwo krótkich form filmowych, z licznych międzynarodowych festiwali, fabuły, animacje, filmy eksperymentalne” :]

    • Marcin Cisowski

      Racja. Do tego kino Agrafka z pojedynczym seansem i Kijów Centrum z ostatnim „Hobbitem” i „Dzikimi historiami”. Kraków sylwestrowym zagłębiem kinowym ;).

      • Klapserka

        I jeszcze Multikino z dwoma zestawami. Zdecydowanie powinniśmy być dumni z takiej oferty sylwestrowej w wydaniu krakowskich kin:)

      • Marcin Cisowski

        Serio? Myślałem, że akurat krakowskie multipleksy od kilku lat konsekwentnie zamykały się na cztery spusty :). Co pokazywali?

MovieMag na Facebooku do góry