Najbliższe premiery:
W kinie 0 komentarzy

Nieoczekiwane pożytki z niewiedzy. Birdman

Macie czasem tak, że po wyjściu z seansu nie przestaje śmiać Wam się gęba, oddychacie jakby głębiej i nagle, niespodziewanie ogarnia Was błogie poczucie, że nie mogliście sobie wymarzyć lepszego bzika niż kino?

Ja mam. Bardzo rzadko, ale mam. Ostatnio po przedpremierowym pokazie Birdmana. I była to radość tak niewinna, szczera, jak emocje dziecka, które właśnie dostało wymarzoną, idealną, od lat wypatrywaną zabawkę. Które powoli godziło się z myślą, że wszystko co najfajniejsze już dostało. I nagle BOOM, zjawia się, niczym zapomniany superbohater, Alejandro González Iñárritu i dostarcza przeżycie świeże, wizjonerskie, wgryzające się w zapomniane emocje. I jak dziecko zapragnąłem natychmiast kolejnego seansu. I kolejnego. I kolejnego.

birdulickeat

Co Wam będę mówił. Mamy arcydzieło, przed którym faworyzowany Boyhood musi grzecznie podkulić ogon i zadowolić się drugorzędnymi nagrodami (wiadomo, że tak się nie stanie, ale zaklinam rzeczywistość).

birdhollyIñárritu to ostatnia osoba, którą podejrzewałbym o zrobienie Birdmana. Notabene mała anegdota – mam z reżyserem prywatnie na pieńku, bo 100 lat temu, kiedy jeszcze odpowiadałem za projekcje w kinie, właśnie na maratonie filmów tego pana z okazji premiery Babelu, z powodu usterki cała sala zaspanych Krakusów chciała mnie ukrzyżować w oczekiwaniu na niepewną projekcję w środku nocy. Trauma pozostała do dziś.

Birdman to film z Michaelem Keatonem o Michaelu Keatonie. To niezwykły zapis prac nad broadway’owską sztuką, dzięki której bohater zapamiętany przed laty jako tytułowy Birdman, uwolni się od ciążącego mu wizerunku przebrzmiałej gwiazdy popkultury. Zapomniany aktor gra zapomnianego aktora, próbującego powrócić do świadomości widzów po 22 latach. A właśnie tyle czasu dzieli nas od premiery Powrotu Batmana Tima Burtona. Twórcy zarzekają się, że Keaton nie był ich pierwszym wyborem, ale nie z nami takie numery. Wszyscy tu igrają ze swoim emploi.

keatonentertDla Keatona – aktora i Riggana Thomsona – jego bohatera, jest to ostatnia walka o powrót do artystycznej pierwszej ligi. Nie rozumie i nie godzi się na kulturowy dyktat zamaskowanych ludzi w pelerynach, do których kiedyś sam należał. I choć Broadway to dla niego ostatni bastion walki o widza wymagającego, to nawet tam gorzko brzmią słowa, że bardziej od sztuki liczy się poczęstunek po. Zmagania z wieloletnim lękiem, oczekiwaniami współczesnego widza i zmianami jakie zaszły przez ponad 20 lat w odbiorze kultury, okazały się mieć wzruszający epilog na gali Złotych Gobów, na której odbierający nagrodę Keaton, nieporadnie, ze łzami w oczach wspominał swoje dzieciństwo i etos ciężkiej pracy, który wyniósł z domu.

Edward Norton uchodzi w branży za trudnego we współpracy, himerycznego gwiazdora i taki jest w Birdmanie. Jak sam mówi „prawdziwy tylko na scenie, w życiu zawsze gra”. Emma Stone, zjawiskowa Emma, w przerwach od zdjęć do Niesamowitego Spider-Mana uciekała w świat Alejandro Gonzáleza Iñárritu jako zaniedbywana córka po odwyku – zaprzeczenie Emmy Stone, a Naomi Watts, ochlapana krwią, namiętna, pierwszy raz od lat nie jest tylko mdłą paprotką wypełniającą ekran. I Zach Galifianakis. Znowu, jakby na przekór swojemu emploi, dostał najbardziej zrównoważoną z całej gromady wykolejeńców postać dyrektora teatru.

emmabirdman

Emanuel Lubezki prowadzi kamerę niczym w tańcu. W towarzystwie niewidzialnych cięć i ukrytych sklejek, nasza droga przez zakamarki teatru to jedno, dwugodzinne, niekończące się ujęcie. Spodobała się Lubezkiemu taka zabawa przy Grawitacji, więc postanowił przesunąć ją do ekstremum, rzucając percepcji widza srogie wyzwanie. Upłynie chwila, zanim przyzwyczaicie się do ciągłego, uporczywego podążania za kolejnymi bohaterami.

Tak jak rytm funkcjonowania broadway’owskiego artysty, tak samo rytm Birdmana to niekończące się zapętlenie prób, spektakli, wieczorów w knajpie, rozmów w garderobie i na dachu. A w środku my. Podążając za cyfrową choreografią kamery odprawiamy ten sam rytuał, przyzwyczajamy się do znajomych kątów, zaczynamy poznawać co kryje się za kolejnymi drzwiami tego fascynującego mikro-świata. I powoli, powoli zaczynamy czuć się jak u siebie.

_AF_6405.CR2

Innaritu stworzył tu pierwszorzędne studium wypalenia i próby odrodzenia artysty. Próbuje okiełznać jego ego, żartuje z widowni, pochyla się nad trendami w kulturze, dyskutuje o sposobie pracy nad rolą, o męskości i odróżnieniu miłości od uwielbienia. W każdym z tych momentów Birdman to film mądry, a przy tym prze-za-ba-wny, prowadzony w mistrzowskim tempie, napędzany improwizowanym perkusyjnym soundtrackiem. Imponujące, lepiej, oszałamiające osiągnięcie wizualne i montażowe meksykańskich wizjonerów, wespół z ostrymi jak pióro Aarona Sorkina dialogami to miks do ostatniego kadru wybitny. Do ostatnich szmerów publiczności podłożonych pod finałowe sekundy napisów końcowych.

birdiposteNie wspomniałem o tajemniczym głosie, do złudzenia przypominającym interpretację Batmana w wykonaniu Christiana Bale’a? Ani o gigantycznym, mechanicznym ptaku? No przecież nie mogę Wam zdradzić czym tak naprawdę jest Birdman 🙂 .

five
Marcin Cisowski

Kilka słów o autorze

Marcin Cisowski

Głównodowodzący movieMAG.pl. Z papierami na producenta filmowego i telewizyjnego. Póki co bez filmu na koncie, z tym drugim medium związany od (zdaniem niektórych zbyt wielu) lat. Po więcej porywających informacji zapraszam do zakładki "O blogu" :).
MovieMag na Facebooku do góry