Najbliższe premiery:
W kinie 0 komentarzy

Kultura i Ameryka na kolanach

Strasznie to smutna wiadomość. Dziś w nocy Sony wydało oświadczenie o wycofaniu się z jakiejkolwiek dystrybucji filmu „Wywiad ze słońcem narodu”. Nie będzie premiery w kinach, nie będzie premiery na nośnikach fizycznych, ani w serwisach typu VOD. Słowem – temat został zaorany, a film znika z powierzchni ziemi i trafia na półkę, z której najpewniej ktoś zdejmie go dopiero za kilkanaście/dziesiąt lat, gdy sytuacja polityczna na świecie będzie wyglądała zupełnie inaczej. Ten niebezpieczny precedens będzie miał niebagatelne skutki… wróć, już ma wpływ na całą branżę.

Dokonano udanego zamachu na wolność twórczą. Wyobraźcie to sobie – teraz podczas podejmowania decyzji o produkcji kolejnego filmu każda z wytwórni będzie zadawać sobie pytanie – czy jest ktoś, komu potencjalnie możemy zaszkodzić? Nikt nie właduje kasy w produkt, który już po zrealizowaniu może nie wejść do dystrybucji. Strach padł na całą branże, a skalę zniszczeń będziemy mogli ocenić niedługo.

Dla tych którzy przespali hakerską aferę w Sony dwa zdania wyjaśnienia – nieznana grupa (trop wiedzie do Korei Północnej), próbując przeszkodzić w premierze komedii o próbie zamachu na Kim Dzong Una, wykradła poufne dane z serwerów Sony Pictures Entertainment. Kopie przeglądowe filmów przeznaczone dla przyznających nadchodzące nagrody, poufna korespondencja najwyższych decydentów studia, scenariusz nadchodzącego Bonda, wewnętrzne prezentacje kampanii marketingowych – wszystkie tajemnice jednego z największych producentów rozrywki podane na talerzu.

Wyciek był jedynie ostrzeżeniem, poważnie zaczęło się robić, gdy pojawiły się groźby zamachów w kinach, które zdecydują się wyświetlać kontrowersyjną produkcję. Byłbym więc ostrożny w ferowaniu wyroków, że jedynym winowajcą tej kapitulacji jest Sony. Skoro pięć największych sieci kin w Stanach wycofało film ze swojego repertuaru to studio miało mocno związane ręce.

FrancoandRogenTheInterview

Każdy w tych dniach czytał i powielał sensacje wyczytane z korporacyjnych maili. Grzebanie w prywatnej korespondencji, coś niebywale niesmacznego, w przeciągu kilku dni stało się ulubionym sportem mediów. Nie wyłapałem chyba momentu, kiedy ta granica przesunęła się tak bardzo, że świat nie ma oporów przed traktowaniem publikacji prywatnej korespondencji jako czegoś naturalnego. To przecież obowiązek poinformować co prywatnie o Angelinie Jolie twierdzi szefowa studia. Albo jaki dokładnie budżet ma nowy Bond i na jakich scenach będą oszczędzać.
Więcej – konkluzja każdego z tych publikowanych skandalicznych przecieków zdaje się brzmieć: „co będzie dalej”, „kto wygra w tej cyberwojnie”. To był młyn na wodę terrorystów, którzy zobaczyli, że mają posłuch i świat zaczyna się z nimi liczyć.

Przy każdym porwanym zakładniku w Syrii czy Afganistanie Ameryka deklaruje, że w przeciwieństwie do Europy nie negocjuje z terrorystami i nie ugina się pod ich żądaniami. Nie przypuszczałem, że to w showbiznesie ta żelazna zasada zostanie przez Amerykanów złamana.

Żeby sytuacja stała się jeszcze ciekawsza, Daily Telegraph opublikował dziś rano scenę śmierci Kima z filmu wokół którego jest całe zamieszanie. Nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że irracjonalne byłoby wpuszczanie do sieci kluczowej sceny zabójstwa swojego wodza przez Koreańczyków z północy.

Co teraz? Kilka godzin temu Fox poinformował, że rezygnuje z realizacji adaptacji komiksu „Pyongyang” od Gore’a Verbinskiego ( reżyser „Piratów z Karaibów”). Wyobrażam sobie, że teraz przy każdym kolejnym niewygodnym przedsięwzięciu ktoś krzyknie, że będzie się wysadzał w kinach, teatrach i salach koncertowych, które ośmielą się kontrowersyjne dzieło prezentować.

Mieliśmy naszą swojską „Golgotę Picnic” z protestami w Poznaniu i blokowaniem teatru Starego w Krakowie, Amerykanie mają swoją Golgotę. W obu przypadkach kultura i wolność wypowiedzi przegrały. Smutny to dzień.

Marcin Cisowski

Kilka słów o autorze

Marcin Cisowski

Głównodowodzący movieMAG.pl. Z papierami na producenta filmowego i telewizyjnego. Póki co bez filmu na koncie, z tym drugim medium związany od (zdaniem niektórych zbyt wielu) lat. Po więcej porywających informacji zapraszam do zakładki "O blogu" :).
MovieMag na Facebooku do góry